Most na Waryńskiego

Most na Waryńskiego
Lata 70. Rys. inż. A. Milkowski. Sensowna lokalizacja trasy mostowej (zmieniona przez Zaleskiego)

sobota, 14 czerwca 2014

Tymbark pod obstrzałem


Dziś z zupełnie innej beczki. Portale Gazeta.pl i Maltreting.pl zaatakowały 
producenta soków i napojów Tymbark "opinią blogera". Czy słusznie?


Pod zdjęciem nieznany autor tego artykułu pisze: "Tymbark 100 proc soku z malin i acai." 
Na zdjęciu widać dość wyraźnie, że etykieta mówi: "100% soku. Z maliną i acai".

Firma Maspex, producent soku, tłumaczy: "w przypadku soków Vita Complex wyraźnie na opakowaniu zaznaczamy, że jest to "Sok z owoców i marchwi, częściowo z soków zagęszczonych", natomiast informacja na froncie "100% soku z maliną i acai" mówi, że sok zawiera między innymi także malinę i acai."



Może mam obniżoną granicę tolerancji wobec marketingowych sztuczek, ale wystarcza mi zapewnienie, że kupuję 100% soku z różnych owoców i warzyw, natomiast malina i acai są do tego soku dodatkami dzięki którym powstaje nowa, ciekawa kompozycja smakowa. 

Anonimowy autor tego artykułu, bloger, za wszelką cenę dąży do porównania etykiety Tymbarku do etykiet innych producentów napojów, jak np. Garden które są powszechnie dostępne w sieciach detalicznych a także wysyłkowo:


Tutaj "100%" dużą czcionką wyjaśnione jest mniejszymi literami: "smak napoju na 100%". Najbardziej zaś rzuca się w oczy napis: "prosto z sadu". 

Moim zdaniem Tymbark nie pochodzi z tego samego sadu co Garden, tzn. "z sadu o smaku napoju na 100%". Artykuł opublikowany na portalu Gazeta.pl ma na celu zdyskredytowanie firmy Tymbark jako producenta zdrowych napojów poprzez skojarzenie z rybią trucizną. W tym celu anonimowy autor tej publikacji posłużył się większą manipulacją niż sztuczki stosowane na etykietach napojów: ilustracją artykułu jest bowiem zdjęcie etykiety napoju z Tymbarku podpisane "100 % soku z malin i acai" mimo, że komunikat na etykiecie niesie inną treść - malina i acai są dodatkami.

Lubię portal Gazeta.pl ale takie publikacje mocno podważają jego wiarygodność. Nie sądziłem, że jest to portal który będzie prowadził negatywne kampanie PR, a wszystko na to wskazuje. Nie robiłbym tego wpisu, gdyby nie to, że bardzo lubię firmę Tymbark - jest bardzo innowacyjna na rynku soków i napojów. Podoba mi się to, że takie innowacje powstają w Polsce. 

Dziesięć lat temu kupowałem małe szklane butelki z Tymbarku ze zrywanym kapselkiem. Dziś Tymbark produkuje napoje w bardzo dobrze zaprojektowanych kartonach z wygodnym wieczkiem wciąż eksperymentując ze smakami (tradycyjny napój nadal jest jednak dostępny). Nie wszystkie kompozycje były udane, część stanowczo odrzucam, ale podoba mi się takie podejście do klienta. Zawsze mogę liczyć na sprawdzoną recepturę, czyli dobrze znane orzeźwienie jabłko-mięty, ale oprócz tego firma wciąga mnie do zabawy eksperymentując z nowymi i egzotycznymi smakami. 

Nie jestem miłośnikiem czystych soków, są dla mnie zbyt intensywne w smaku. Poza tym w upały piję dużo a soki są zbyt drogie i zbyt gęste. Pewnie to błąd, że piję tak mało czystej wody mineralnej, ale po prostu lubię napoje smakowe. W ten sposób przyzwyczaiłem się do napojów z Tymbarku. Zrobienie dobrze zrównoważonego napoju jest sztuką: nie może być ani zbyt słodki, ani mdły, powinien mieć ożywczy smak. Tymbark to potrafi, za to ich cenię. Ich produkty dotarły też do Finlandii gdzie pozytywnie wyróżniały się nie tylko oferowanymi smakami ale także opakowaniem.

Dziś producentowi z Tymbarku wyzwanie rzuca Hortex wprowadzając swoją linię napojów opartych na soku jabłkowym (jabłko mięta, wiśnia, cytryna). Opakowania Hortexu są jeszcze lepsze, smak znakomity a cena niższa. Częściej kupuję więc Hortex, który w tej samej wersji można dostać również w Bierdonce (Tymbark oferuje za jej pośrednictwem sub-produkt: jabłko-miętę w dwulitrowej, nieporęcznej, plastikowej butelce). 

Segment na którym działa firma z Tymbarku (który w Polsce został przez nią ukształtowany) jest bardzo atrakcyjny dla innych producentów. Nie zdziwiłbym się, gdyby za opinią anonimowego blogera opublikowaną na portalu Gazeta.pl stała konkurencja. W publikacji na portalu Gazeta.pl znajdziemy wszystkie sztuczki czarnego PR: obszerne skojarzenie z trucizną, manipulacja tekstem na etykiecie i zarzut pod adresem firmy, że robi klientów w konia. 

Ciekawe, czy oceny komentarzy do artykuły również są podbijane? To by się dobrze wpisywało w przyjęty scenariusz wojny marketingowej, tym bardziej że zbliża się lato, sezon sprzedaży napojów chłodzących i zarazem okres intensywnej ich promocji. Podejrzewam że portal nic nie zarobił na udostępnieniu miejsca do tych rozgrywek. Kasa trafiła do prywatnej kieszeni jakiegoś sprzedawczyka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz