Most na Waryńskiego

Most na Waryńskiego
Lata 70. Rys. inż. A. Milkowski. Sensowna lokalizacja trasy mostowej (zmieniona przez Zaleskiego)

wtorek, 28 listopada 2017

Rozwadowskiego



Uporządkowanie swych spraw nigdy nie było trudniejsze, a to chyba dopiero początek burzy i nawałnicy, która przede mną.

Kiedyś sądziłem, że iskra, która dodawała mi energii będzie tlić się do czasu, gdy jej światło przekażę w pokoleniowej sztafecie. Dziś zastanawiam się czy lepiej patrzeć, jak powoli sama zdycha, czy od razu ją dogasić uznając rację tych, dla których uczciwa i solidna praca oraz wysiłek poznawczy są cnotą ludzi naiwnych, łatwych do zdyskredytowania i wyeliminowania.

Odejście kilka kroków w tył od własnych problemów pozwala na ich oglądanie z bezpieczniejszej odległości.

* * *

W przyszłym roku będziemy w całej Europie Wschodniej świętować setną rocznicę odzyskania niepodległości. Nie jestem historykiem, który gromadzi fakty by ochronić je przed zapomnieniem i zakłamaniem. Sięgam do historii w poszukiwaniu niejednoznacznie ocenianych epizodów. Interesują mnie sprzeczności i filozofia sporu o historyczną prawdę, która kształtuje zarówno własną duszę jak i ducha narodu. Nie stawiam się ponad tym konfliktem, czuję się jego częścią.




Nasza deklaracja niepodległości w 1918 roku była pierwszym krokiem na drodze do odzyskania państwowości. Prawdziwą próbą siły młodego państwa była wojna polsko-bolszewicka, której kulminacyjnym momentem była bitwa warszawska 1920 roku.

W szkole uczono mnie, że o polskim zwycięstwie zdecydowało ryzykowne kontruderzenie znad Wieprza, którego autorem i wykonawcą był Józef Piłsudski. Później czytałem, że powodzenie tej operacji nie byłoby możliwe bez złamania przez polski wywiad rosyjskich szyfrów i odczytania planu działań wojennych bolszewików na ziemiach polskich.

Polska edycja wikipedii w opisie bitwy warszawskiej również dość jednoznacznie uznaje Józefa Piłsudskiego za autora zwycięstwa jednej z najważniejszych bitew w historii Polski i Europy, która uchroniła pogrążony w powojennych nastrojach rewolucyjnych kontynent przed ekspansją komunizmu.

Przychylam się do poglądów ludzi, którzy kwestionują wkład Piłsudskiego w zwycięstwo nad Armią Czerwoną w 1920 roku i uznają "cud nad Wisłą" za mit o charakterze propagandowym, wymyślony przez obóz polityczny w celu przejęcia autorytarnej władzy w drodze zamachu stanu ledwie parę lat po wygranej z bolszewikami wojnie o niepodległość. Przez lata utraty suwerenności po II wojnie światowej do jej odzyskania w 1989 roku dzieło politycznej propagandy sprzed kilkudziesięciu lat powoli stawało się jednym z najbardziej patriotycznych elementów naszej współczesnej kultury i pamięci historycznej.

Nie było cudu - była dobrze wykonana żołnierska praca, której kierownictwa podjął się gen. Tadeusz Rozwadowski.



* * *

Bezsporną zasługą Piłsudskiego w wojnie z bolszewikami była rezygnacja z dowodzenia nad armią i przekazanie go gen. Tadeuszowi Jordan-Rozwadowskiemu na miesiąc przed bitwą warszawską. Nie sądzę, aby głównym motywem tej decyzji były naciski ze strony państw Ententy (głównie Francji), czy polityczny atak będący konsekwencją bezładnego odwrotu polskiej armii, która bez walki poddała bolszewikom polską granicę na wschodzie. Powierzając dowództwo Rozwadowskiemu , z którym był skłócony i którego wcześniej odsunął od wpływu na armię, Piłsudski dokonał niezwykle trudnego dla siebie ale zbawiennego dla polskiej niepodległości wyboru.

Piłsudski wierzył, że rozstrzygająca dla losów wojny z bolszewikami będzie obrona polskich pozycji na linii Bugu i Narwi. Gdy nasze wojska wycofały się z Brześcia nad Bugiem w stronę Warszawy jego wyobrażenie o gotowości polskiej armii do stawienia oporu Armii Czerwonej uległo załamaniu.

Niektórzy historycy wskazują, że ofensywa radzieckiej armii, która w krótkim czasie dotarła pod Warszawę psychicznie załamała Piłsudskiego. W przededniu pierwszego dnia bitwy warszawskiej, dokonując przeglądu polskiego wojska, miał powiedzieć: "to jest dziadostwo i z takim wojskiem iść na ofensywę". Jednocześnie złożył dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza na ręce premiera Witosa, która nie została przyjęta. Bardzo wiele wskazuje na to, że Piłsudski był przeświadczony, że Warszawa zostanie zdobyta, co, jak sądzę, byłoby równoznaczne ze zwycięstwem bolszewików i utratą niepodległości.

Rozwadowski w ciągu 2 tygodni zapanował nad wycofującą się armią, dokonał jej przegrupowania i przygotował koncepcję obrony stolicy a następnie dostosował ją do sytuacji na froncie. Rozkazem nr 10000 umocnił armię Sikorskiego i północne przedpola Warszawy - miała powstrzymać natarcie Armii Czerwonej a następnie przełamać radziecki front.

Decydujące dla polskiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej działania rozegrały się więc na północy, w rejonie Radzymina, Modlina, nad Wkrą, gdzie Rozwadowski wzmocnił polskie siły kosztem jednostek dowodzonych przed Piłsudskiego na południu. Skutecznie zatrzymały one natarcie bolszewików i przeszły do kontrofensywy wspartej przez jednostki dowodzone przez Piłsudskiego z południa.

Sześć lat po bitwie warszawskiej, w maju 1926 roku, Rozwadowskiemu ponownie powierzono obronę Warszawy. Uszanował rozkaz prezydenta Wojciechowskiego o oddaniu stolicy zamachowcom. Przez rok był więziony bez wyroku, a po zwolnieniu z więzienia zaczął chorować i zmarł w październiku 1928 r. Podejrzewano otrucie, władze zabroniły sekcji zwłok, szczątków generała nie ma w jego grobie na lwowskim cmentarzu. Wątpliwości dotyczące naturalnej przyczyny śmierci Rozwadowskiego są uzasadnione biorąc pod uwagę okoliczności zaginięcia generała Zagórskiego i śmierć innych wojskowych.

* * *

Józef Piłsudski ma swoją ulicę chyba w każdym polskim mieście.

Generał Rozwadowski, obrońca Lwowa i Warszawy, jeden z najwybitniejszych dowódców w historii Polski, dopiero niedawno został uhonorowany nazwą ulicy w naszym stołecznym mieście. Nie ma ulicy Rozwadowskiego w Toruniu czy Bydgoszczy. W Toruniu wysunięto propozycję zmiany nazwy ulicy Armii Ludowej na ulicę imienia generała, ale Rada Miasta zdecydowała upamiętnić 63 Pułk Piechoty oraz sanacyjnego generała Gustawa Orlicz-Dreszera (ulica Pstrowskiego).

Na stronie wikipedii poświęconej tej jednostce znajduje się następujące zdanie: "W dniu 6 sierpnia 1920 r Naczelny Wódz Marszałek Józef Piłsudski wydał rozkaz do rozstrzygającej Bitwy nad Wisłą". Ów rozkaz napisał i wydał generał Rozwadowski (wykorzystując równie genialny umysł Sosnkowskiego i doświadczenie Weyganda).

* * *

Postać Rozwadowskiego jest dla mnie bardzo ważna. Wydawałoby się, że pokazuje, że można człowieka pozbawić zasług, osiągnięć, należnego honoru i pamięci . Otruć, unicestwić a potem zawłaszczyć jego dorobek.

Z drugiej strony Rozwadowski pokazuje niezłomność i prawość, obojętność na zaszczyty i honory oraz prawdziwe oblicze najszlachetniejszego patriotyzmu, którego blask nie przemija i staje się coraz piękniejszy z upływem lat. Jego postawa jest dla mnie wzorem lojalności.



25 komentarzy:

  1. http://www.lowyb.fora.pl/historia-odklamywanie-tajemnice-ciekawe-fakty,50/kontrowersje-wokol-bitwy-warszawskiej-1920-roku,317.html

    https://www.youtube.com/watch?v=H_gnR0GLj5s

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/307289911-Czy-marszalek-Pilsudski-kazal-zabic-generala-Rozwadowskiego.html

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dnia 16-go rozpocząłem atak, o ile wogóle atakiem nazwać to można. Lekki i bardzo łatwy bój prowadziła przy wyjściu tylko 21. dywizja, która nie wiadomo po co parę dni temu uszkodziwszy most, cofnęła się z Kocka a teraz musiała w bród forsować Wieprz, by Kock znowu odbierać. Inne dywizje szły prawie bez kontaktu z.nieprzyjacielem, gdyż nie znacznych potyczek w tem czy innem miejscu z jakiemiś małemi grupkami, które natychmiast po zetknięciu się z niemi rozpraszały się i uciekały, kontaktem nazwać bym się nie ośmielił."
    (...)
    "A nieprzyjaciela nie było! Kazałem wieczorem całej 2. dywizji legjonowej, oswobodzonej od zadania, skupić się natychmiast w Dęblinie i być jakąś rezerwą przy tylu tajemnicach, grożących zewsząd jakiemiś zasadzkami. Gdzieś jednak musiała być mozyrska, dotąd zwycięska grupa, gdzieś także 16. armja, atakująca Warszawę.
    Dzień 17-go sierpnia nie przyniósł mi żadnego wyjaśnienia tych zagadek. Szukałem go teraz na prawem skrzydle. Spędziłem znowu dzień cały w samochodzie, szukając śladów tajemnicy j choć pozoru zasadzek. Dobrze po południu zastałem w Łukowie dowódcę 21. dywizji wraz z jego sztabem, festynującego wesoło po tak wspaniałym marszu. Gdy dowódcy brygad i niektórych pułków mnie otoczyli przy stole, wszyscy w jeden głos twierdzili, że właściwie nieprzyjaciela niema i z zapałem mi opowiadali, jak cała ludność spieszy im z pomocą. Tak więc, gdy jakaś grupka nieznaczna nieprzyjaciela chce stawiać opór, to nieledwie baby z cepami i chłopi z widłami spieszą sekundować naszym góralom, gdy ci boso w tyraljerze idą do ataku. "
    "Nie rozumiałem właściwie gdzie jest sen, a gdzie prawda. Czy śniłem wtedy, gdy jakaś zmora dusiła mnie jeszcze tak niedawno swą nieprzepartą siłą ustawicznego ruchu, zbliżającego potworne łapy do śmiertelnego ścisku gardła, czy śnię teraz, gdy pięć dywizyj swobodnie i bez oporu przebiega śmiało te same przestrzenie, które jeszcze tak niedawno w śmiertelnej trwodze odwrotu oddawały nieprzyjacielowi. Pomimo, iż sen mógł być radosny, nie mógł się wydawać wtedy realnym. Miesiąc cały suggestji, suggestji przemocy, nie chciał mijać.
    Sen radości nie mógł być realnym! Pod temi wrażeniami przyjechałem wieczorem do Garwolina. Pamiętam jak dziś tę chwilę, gdy pijąc herbatę obok przygotowanego do snu łóżka, zerwałem się na równe nogi, gdym wreszcie usłyszał odgłos życia, odgłos realności, głuchy grzmot armat, dolatujący gdzieś z północy.. Więc nieprzyjaciel jest! Więc nie jest on jakąś ułudą! Wstyd mój za lęk i strach, który miałem ongiś przed potworną zmorą, co zaczęła mi się już wydawać jakąś dziką tylko fantasmagorją, nie był nieracjonalny i bez powodów! Nieprzyjaciel był i świadczyła o nim muzyka boju na północy. Jeszcze ułożywszy się do snu raz po raz głowę z poduszki unosiłem, by sprawdzić swoje wrażenie."
    (...)
    "Dnia 18-go, gdym rano zerwał się ze snu, armaty już nie grały; "
    http://dws.org.pl/viewtopic.php?f=31&p=1731836

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nie marnego kontredansa, lecz wściekłego galopa rżnęła muzyka wojny! Nie dzień z dniem się rozmijał, lecz godzina z godziną! Kalejdoskop w takt wściekłego galopa nakręcony, nie pozwalał nikomu z dowodzących po stronie sowieckiej zatrzymać się na żadnej z tańczonych figur. Pękały one w jednej chwili, podsuwając pod przerażone oczy całkiem nowe postacie i nowe sytuacje, które przerastały całkowicie wszelkie przypuszczenia i czynione plany i zamia"

    OdpowiedzUsuń
  5. "Zarówno bolszewikom, jak i Denikinowi jedno jest do powiedzenia – jesteśmy potęgą, a wyście trupy. Mówiąc inaczej, językiem żołnierskim: dławcie się, bijcie się, nic mnie to nie obchodzi, o ile interesy Polski nie są zahaczone. A jeśli gdzie zahaczycie je, będę bił. Jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek was nie biję, to nie dlatego, że wy nie chcecie, ale dlatego, że ja nie chcę. Lekceważę, pogardzam wami. Jesteście pogrążeni w rękach Żydów i junkrów niemieckich, nie wierzę wam, waszemu gatunkowi ludzkiemu. O jakichkolwiek tedy stosunkach… dyplomatycznych mowy być nie może, bo ich warunkiem podstawowym są wiara i dyskrecja a wy nie zasługujecie na jedno, nie znacie drugiego, zdradzacie cywilizację, własny kraj i jeden drugiego"

    OdpowiedzUsuń

  6. Piłsudski został zwolniony z więzienia i przybył do Warszawy 10 listopada 1918 roku, na dzień przed rozejmem kończącym wojnę na zachodzie Europy. W Rzeszy wybuchła wówczas powojenna rewolucja podobna do rewolucji październikowej w Rosji rok wcześniej. W Rosji bolszewików wsparli wówczas Niemcy ułatwiając Leninowi i jego ludziom przejazd do Piotrogradu po rewolucji lutowej 1917 roku. Analogicznie teraz postrzegano Piłsudskiego - jako "białego generała", którego powrót do Polski po pokonaniu Niemiec przyczyni się do stłumienia nastrojów rewolucyjnych na terenach Rzeszy, w Polsce i na kresach, a w Rosji wzmocni budowany front walki z bolszewikami.
    Dyplomatycznie (nie ideologicznie) Lenin był w wielkiej wojnie światowej politycznym sojusznikiem Rzeszy, który doprowadził do zawarcia separatystycznego rozejmu w Brześciu w marcu 1918 roku na mocy którego Rosja porzuciła sojusz z Ententą. Bolszewicy stali się wówczas wrogiem Ententy nie tylko z przyczyn ideologicznych ale pragmatycznych i dyplomatycznych: umożliwili Niemcom przerzucenie wojsk na front zachodni i wydłużenie działań wojennych do kapitulacji w listopadzie 1918 r.
    Kapitałem politycznym Piłsudskiego w 1919 roku była zdolność do stłumienia nastrojów rewolucyjnych w tej części Europy i militarna siła w walce z "czerwonymi". Nie wykorzystał ich, zachowywał się jednak zupełnie inaczej co nie tylko zaważyło na postrzeganiu Polski w Europie ale także doprowadziło do wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, której omal nie przegraliśmy.
    Po kapitulacji Rzeszy osamotnieni Ukraińcy poszukiwali nowego sojusznika i znaleźli go w osobie Piłsudskiego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzeskie ustalenia z marca 1918 roku rozszerzały granice Niemiec po państwa bałtyckie, objęły połowę Białorusi i całą Ukrainę gdzie powstała Ukraińska Republika Ludowa będąca spełnieniem marzeń ukraińskich elit narodowych. Kapitulacja Niemiec i skierowanie działań Ententy przeciw bolszewikom przekreślała brzeskie porozumienia pozbawiając Ukraińców taktycznego sojuszu. Zwycięska Ententa mogła skupić się na froncie wschodnim i pokonaniu Lenina, który taktycznie uznawał URL.

    Piłsudski lansuje koncepcję federalistyczną, która w tym okresie, tzn. w 1919 roku sprowadzała się do zawarcia przez Polskę taktycznego sojuszu z wyalienowanymi Ukraińcami a następnie z bolszewikami. W ten sposób należy interpretować rozkaz opuszczenia Lwowa wydany Rozwadowskiemu w marcu 1919 roku i rozkaz do zaprzestania ataków na bolszewików przed polskie jednostki na jesieni 1919 roku, gdy skuteczna ofensywa białej armii Denikina doszła do Tuły (200 km od Moskwy) i mogła połączyć się z armią Kołczaka na zachodzie i wojskami Ententy na północy (Murmańsk i Archangielsk).

    W dyplomacji działania Piłsudskiego z 1919 roku oznaczały porzucenie sojuszu z Ententą i białą generalicją celem stworzenia strategicznego sojuszu z Ukrainą i taktycznego z bolszewikami. Lwów pozostałby poza granicami Polski ale w strefie kontrolowanej przez Polskę.

    Rok 1919 był pod tym względem kluczowy dla ustalenia naszej wschodniej granicy i jej przyszłego bezpieczeństwa. Decyzje polityczne Piłsudskiego w sensie dyplomatycznym okazały się całkowicie błędne.

    Lwów został szybko zajęty przez Polaków już w listopadzie 1918. Polską obroną dowodził Rozwadowski, który pochodził z tych stron i we Lwowie studiował. Po wielomiesięcznej, skutecznej obronie miasta przed przeważającymi siłami Ukraińców w marcu 1919 roku Piłsudski wydał Rozwadowskiemu rozkaz opuszczenia miasta i wycofania się do Przemyśla. Rozwadowski tego rozkazu nie wypełnił.

    Do października 1919 roku w rosyjskiej wojnie domowej siły były wyrównane aczkolwiek to biali znajdowali się w skutecznej ofensywie popieranej przez mocarstwa Ententy. Armia Denikina parła na Moskwę od południa dochodząc do Tuły oddalonej od Moskwy 200 km. Siły te mogły połączyć się z frontem wschodnim Kołczaka i północnym, gdzie znajdowały się wojska Ententy. Rewolucja bolszewicka mogła upaść niemal dokładnie dwa lata od słynnych wystrzałów z pancernika Aurora w Petersburgu.

    W kluczowym dla powodzenia ofensywy białych momencie, jesienią 1919 roku, Piłsudski wydał polskim jednostkom, które mogły wesprzeć Denikina rozkaz zaprzestania walk z bolszewikami. Powodem tego było fiasko rozmów z Denikinem o przyszłe granice państwa polskiego.

    Bolszewikom udało się powstrzymać białych zimą 1919 roku i na początku 1920 roku rozpoczęli ofensywę. Wtedy Piłsudski wspólnie z siłami ukraińskimi dokonał wyprawy na Kijów. W sensie militarnym była ona wielkim błędem - był to obszar z którego czerwoni się wycofywali koncentrując wojska na północy w celu rozbicia fronu białych i wyprowadzeniu ofensywy w kierunku Warszawy i Berlina.

    Emocjonalna wypowiedź Piłsudskiego którą przytoczyłem wyżej sugeruje, że w tym kluczowym dla Europy i Polski momencie dziejowym nie mieliśmy planu wykorzystania sprzyjających nam okoliczności. Latem 1920 roku Piłsudski miał wszelkie powody by czuć się załamanym. Cała jego myśl polityczna i wojskowa legła w gruzach

    OdpowiedzUsuń
  8. Problem polega też na tym, że gdy po bitwie warszawskiej polska armia znalazła się w ofensywie i pościgu za wycofującą się Armią Czerwoną Piłsudski znów odsuwał Rozwadowskiego od dowodzenia.
    Rozwadowski miał odmienną od Piłsudskiego koncepcję rozegrania bitew nad Niemnem we wrześniu 1920 roku, ale Piłsudski narzucił swoje rozwiązania. W jej wyniku ponieśliśmy duże straty.

    Traktat ryski z marca 1921 zakończył wojnę polską bolszewicką. Na pokonanie bolszewików i ich rewolucji było już wówczas o wiele za późno - militarnie i dyplomatycznie byliśmy osamotnieni. Taką możliwość mieliśmy realnie na jesieni 1919 gdybyśmy postawili na współdziałania z Ententą i białą generalicją w rosyjskiej wojnie domowej i zrezygnowali ze strategicznego sojuszu z Ukrainą. Piłsudski wierzył w sojusz Ukrainą a potem go zdradził akceptując traktat ryski i uznając Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką za jego stronę. Z kolei w 1922 roku był już układ w Rapallo między Rosją bolszewicką a Rzeszą Niemiecką, który Rozwadowski trafnie ocenił jak największe zagrożenie dla Polski prowadzące do kolejnej wojny.

    Rozwadowski widział potrzebę reformy i modernizacji polskiej armii, budowy lotnictwa i sił szybkiego reagowania. Miał ogromne doświadczenie i umiejętności organizacyjne. Był w stanie dużo lepiej przygotować polską armię na wrzesień 1939 roku. Mocno sprzeciwiał się polityce kadrowej w wojsku opartej na nominacjach z klucza partyjnego. Tworzenie polskiego lotnictwa zapoczątkował bliski mu generał Zagórski, który na kilka miesięcy przed zamachem majowym został oskarżany o defraudacje publicznych pieniędzy na samoloty w aferze Francopolu.

    Moim zdaniem Rozwadowski i Zagórski zginęli przede wszystkim dlatego, że ich działania w sztabie były niezgodne z interesami tej części kadry wojskowej, która swoją pozycję i zapewne majątek budowała w oparciu o koneksje polityczna. Ta była ta część wojskowych która nie tylko popierała ale wręcz dążyła i inspirowała Piłsudskiego do przeprowadzenia zamachu majowego a po nim zaczęła eliminować swoich wewnętrznych przeciwników. Być może jedną z takich osób był niedawno uhonorowany w Toruniu gen. Orlicz Dreszer, który wygłosił płomienne przemówieniu wzywające marszałka do zaprowadzenia porządku w kraju. Nie jestem jednak historykiem, aby takie oskarżenia tworzyć a z doświadczenia wiem, że ludzie niebezpieczni dla interesu publicznego działają w cieniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spontaniczne próby przywrócenia pamięci zbiorowej często kończą się jeszcze większym jej zakłamaniem. Ubolewam nad tym, że wycieczki szkolnej młodzieży szturmują kina w całej Polsce aby obejrzeć film Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska", w którym opanowany Piłsudski zapewnia przerażonego Rozwadowskiego o powodzeniu swojego planu obrony stolicy. Szczęście w nieszczęściu, film sfinansowany przez PISF okazał się tak strasznym gniotem, że nikt rozsądny nie traktuje jego fabuły serio.

    Bardziej obawiam się dziś trywialnych uproszczeń politycznych o które łatwo: porównywania zamachu majowego i ówczesnych czystek w wojsku do polityki kadrowej ministra Macierewicza w armii, afery Francopolu do zakupu Caracali czy konfliktu rządzącej partii z prezydentem i opozycją. Nasza historia jest oczywiście źródłem analogii jednak istnieją one na poziomie wartości, etyki czy moralności.

    Ktoś niedawno przypomniał, że w debacie Tuska z Kaczyńskim obaj panowie pytani o autorytet wskazali na marszałka Piłsudskiego. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, tak kształtowano przez lata naszą pamięć. Przeraża mnie jednak gotowość obu największych stron politycznego sporu w Polsce do stosowania narzędzi politycznej propagandy by niszczyć ludzi starających się swoją pracą zmieniać kraj na lepszy. Widziałem to wiele razy. Pod tym względem ani III RP ani IV RP nie różnią się zasadniczo od II RP.

    Tacy ludzie jak Rozwadowski są deptani dlatego, że trzymają się z dala od polityki, nie wybierają żadnej ze stron. Szanujmy ludzi apolitycznych i nauczmy się nie traktować wszystkiego jak polityki, która w istocie sprowadza się zawsze do tego, że coś "nasze" albo "ich", "moje" albo "twoje". Polityka jest podziałem łupów, opiera się na zawłaszczaniu i przejmowaniu. Jeśli wszystko i wszystkich w Rzeczpospolitej będziemy traktować jako element politycznej układanki prędzej czy później nasze państwo przestanie być nasze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak a propos Zagórskiego:
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/jak-ludzie-jozefa-pilsudskiego-tuszowali-morderstwo-2-2012-07

    Bardzo prawdopodobne, że Piłsudski spotkał się z Zagórskim. Zagorski prowadził go i opłacał jako swojego agenta, na spotkaniu po zwolnieniu z wiezienia mógł okazać mu pogardę.

    Tutaj (poniżej) link do ciekawej dyskusji dotycząca afery Francopolu. No jednak Zagórski czymś bombardował zamachowców w maju 1926 i było tego calkiem sporo porównując do liczb z września1939 roku... Jakies Łapówki pewnie były ale zarzut ze kupowano wiecej samolotów niż było pilotów i hangarów brzmi dość nonsensownie. Tak naprawdę po Francopolu sporo nie wyszło.

    http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=4313&postdays=0&postorder=asc&start=0

    OdpowiedzUsuń
  11. Zmiana nazwy ulic w Toruniu, dyskusja:
    http://www.bip.torun.pl/sesje_det.php?Kod=1478&R=1&page=0

    "p. K. Wojtasik (PiS) – odpowiedział, że zmiana nazwy na ul. gen. Orlicza-Dreszera była wnioskowane przez Stowarzyszenie Stawki i poparte pozytywną opinią ToMiTo. Zmiana nazwy ulicy na gen. T. Rozwadowskiego było sugestią mieszkańców i została pozytywnie
    rozpatrzona przez ToMiTo, a następnie przez grupę radnych pod wpływem mieszkańców była zasugerowana zmiana na 63. Pułk Piechoty i ta zamiana również została pozytywnie zaopiniowana przez ToMiTo z sugestią, aby skreślić słowo „Toruńskiej”.

    To jest właśnie typowe polskie: gdy grupa mieszkańców proponuje Rozwadowskiego, grupa radnych "pod wpływem mieszkańców" proponuje 63 Pułk Piechoty. Na głosowaniu było 23 z 25 radnych, za pozostawieniem Armii Ludowej i Pstrowskiego były dwa głosy (Marian Frąckiewicz z SLD i Sławomir Kruszkowski z Czasu Gospodarzy), a za zmianą głosów 14 (ze wszystkich ugrupowań wchodzących w skład rady miasta). Pozostałe 7 głosów to głosy wstrzymujące (5) i w ogóle nieoddane (2). Jak ktoś nie bardzo rozumie co to są głosy nieoddane wyjaśniam, że chodzi o panów Walkusza i Wiśniewskiego (i wszystko jasne).

    OdpowiedzUsuń
  12. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/07/tajny-pakt-lenin-pilsudski-cz-i-i-ii/

    25.11.1919 r. Denikin:
    "Upadek Zbrojnych Sił Południa Rosji lub nawet ich znaczne osłabienie postawią Polskę w obliczu takiej siły, która przez nikogo już niepokojona, stanie się zagrożeniem dla istnienia Polski i jej kultury. Rosja będzie pamiętała, kto był jej wrogiem, a kto przyjacielem. I z całej duszy życzę, żeby nie obróciło się to na korzyść Niemcom"

    OdpowiedzUsuń
  13. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/07/tajny-pakt-lenin-pilsudski-cz-i-i-ii/
    "Wojska Denikina nie dotarły do Moskwy, jego Armia Południowej Rosji została pokonana do wiosny 1920 roku, jej resztki ewakuowały się na Krym. Po rozbiciu swojej armii Denikin składa obowiązki głównodowodzącego i pod opieką Brytyjczyków wyjeżdża do Konstantynopola. Dopiero wówczas Piłsudski podejmuje ofensywę w sojuszu z Petlurą, w wyniku której polskie wojska dotarły do Kijowa. Jego główny oponent polityczny tamtych lat, Roman Dmowski napisze dziesięć lat po wyprawie na Kijów, że jej „powody i cele polityczne nie zostały dotychczas należycie wyjaśnione. Nie zmieniła ona nic zasadniczo w stanie kwestii ukraińskiej, tylko tyle, że pokój Ryski, który po niej nastąpił, ustalił granice Ukrainy sowieckiej na zachodzie, usuwając Polskę ze znacznej części terytorium, które przedtem siłą faktu zajmowała”.
    ------------------

    Sens wyprawy kijowskiej wynika z koncepcji federalnej Piłsudskiego w myśl której dla Polski strategicznym partnerem była wówczas Ukraina. Chcieliśmy razem z Ukrainą zająć Kijów, który od lata 1919 roku był kontrolowany przez białych. Czekaliśmy aż wykrwawią się w wojnie z czerwonymi. Gdy czerwoni przeszli do kontrnatarcia wiosną 1920 myśmy w sojuszu z Petlurą ruszyli na wschód w stronę Kijowa zajmując tereny opuszczane przez białą armię i przekazując je Ukrainie. Przyjmijmy, że Piłsudski prowadził wcześniej rokowania z bolszewikami i uwierzył, że uszanują go jako partnera. Wówczas atak Budionnego na Ukrainę i Tuchaczewskiego na Warszawę był dla niego szokiem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszyscy byli ze sobą wówczas zgodni - i biali (Denikin), i czerwoni (Lenin), i Piłsudski w jednej sprawie. Istnienie dwóch silnych, walczących ze sobą ośrodków władzy na wschodzie Polski utrudnia zbudowanie sojuszu rosyjsko-niemieckiego, który jest największym zagrożeniem dla Polski.
    W 1919 roku Piłsudski chciał zbudować Ukrainę niezależną od białych generałów. Koncepcja federacyjnych republik radzieckich była lepsza niż powrót białych generałów dla których Ukraina była ważną częścią jednej Rosji. Stroną traktatu ryskiego była Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka - państwo marionetkowe, republika związkowa, ale jednak strona umowy międzynarodowej. Piłsudski w pewnym sensie swój federacyjny cel w Rydze zrealizował - na wschodzie Polski powstała federacja. Była jednak federacją całkowicie zależną od władzy centralnej w Moskwie co w dużej mierze przekreślało jednak sens do jakiego sprawdzała się federacyjna myśl Piłsudskiego.
    Nie można wieszać psów na Piłsudskim z powodu niechęci do współpracy z białą Rosją której ośrodkiem władzy było południe (Krym, ziemie kozackie). Biała Rosja nie akceptowała rosyjskiej federacji - głos Wrangla mogliśmy uznawać za szczery, ale jednak odosobniony i niereprezentatywny. Wrangel i Denikin traktowali Ukrainę jako ważny obszar z którego można dokonać desantu na Moskwę i Piotrograd, Piłsudski z kolei chciał Rosję podzielić trwale i przynajmniej formalnie udało mu się to w Rydze zrobić w 1921 r. Kwestie ideologiczne były nie bez znaczenia, ale nie w takim sensie w jakim to się przedstawia z perspektywy prawicowej krytyki. Piłsudski widział do czego bolszewicy sprowadzają socjalizm, ale nie chciał powrotu do klasowych przywilejów, które czyniły z ludzi niewolników.
    Z perspektywy drugiej połowy 1920 roku można jednak zarzucić Piłsudskiemu, że nie wsparł Wrangla, któremu udało się skutecznie odciągnąć uwagę Budionnego na Ukrainie, dzięki czemu udało nam się przełamać front Tuchaczewskiego pod Warszawą. Wrangel miał poparcie Francji. Można się zastanawiać czy byłoby możliwe wsparcie Wrangla w taki sposób, abyśmy wspólnie zajęli Ukrainę i utrzymali jej niezależność od bolszewików. Oznaczałoby to jednak kontynuację wojny, której bez wsparcia Francji czy Anglii prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie z bolszewikami wygrać. Takiej wojny nikt już wówczas w Europie nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
  15. Echa tej ważnej dyskusji brzmią do dziś i materializują się w haśle 'Polska polityka wschodnia". Suwerenność Ukrainy jest kwestią strategiczną w stosunkach polsko-rosyjskich i bezpieczeństwa Polski.

    Moim zdaniem my tę kwestię znów sprowadzamy do czystej deklaracji poparcia dla niepodległości państwa ukraińskiego. Pomarańczowa Rewolucja z przełomu 2004 i 2005 była efektem braku wsparcia rzeczywistej niezależności gospodarczej i politycznej Ukrainy. Gdybyśmy w latach prezydentury Kwaśniewskiego (12.1995-12.2005) prowadzili politykę wschodnią faktycznie wspierając ukraińską demokrację Pomarańczowej Rewolucji w ogóle by nie było.

    Putin przejął władzę w Rosji w połowie 1999 roku i od tego czasu konsekwentnie dążył do rozszerzenia wpływów Rosji na terenie dawnej federacji, w Europie Południowej i Wschodniej. To nigdy były dążenia zagrażające formalnej suwerenności Ukrainy, ale zmierzały do politycznego i gospodarczego jej podporządkowania polityce Kremla. Myśmy to lekceważyli w imię dobrych stosunków z Rosją.

    Po Pomarańczowej Rewolucji sytuacja na Ukrainie skomplikowała się jeszcze bardziej. Wpływy rosyjskie destabilizowały ukraińską scenę polityczną. W 2010 roku zwycięsko wyszedł na tym sojusznik Putina Janukowycz.

    Dużym sukcesem polskiej polityki zagranicznej w latach 2005-2009 było wynegocjowanie układu stowarzyszeniowego Ukrainy z Unią Europejską mimo ogromnych napięć i wewnętrznych konfliktów w pomarańczowej koalicji. Gdy negocjacje te zbliżały się ku końcowi wybory na Ukrainie wygrał w 2010 roku kandydat Kremla Wiktor Janukowycz. Umowa stowarzyszeniowa mogłaby być ogromnym impulsem do trwałego uniezależnienia Ukrainy od Rosji Putina, która odczytała ją jako realne zagrożenie. Janukowycz lawirował przez 4 lata z tą umową bo kontynuacja negocjacji pozwalała mu neutralizować politycznie proeuropejskie siły. W 2014 roku je zerwał doprowadzając do kolejnego Majdanu w Kijowie. Na Kremlu obawiano się, że po usunięciu Janukowycza Unia Europejska i Ukraina szybko sfinalizują układ stowarzyszeniowy. Prorosyjskie część sceny politycznej którą reprezentował Janukowycz na Ukrainie straciła poparcie po krwawym tłumieniu Majdanu, więc Kreml zmienił metody przeprowadzając aneksję Krymu i dokonując interwencji we wschodniej Ukrainie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Polityka Putina polega na tym, że pozornie zostawił wolną drogę do integracji Ukrainy z Unią, ale w praktyce ją zamknął rozbijając integralność terytorialną ukraińskiego państwa. Uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że Putin powiedział: "z Unią możecie zintegrować Ukrainę bez Krymu, Charkowa i Doniecka", choć niewykluczone, że takiej prowokacji podczas rozmowy z Tuskiem na molo w Sopocie w dokonał w roku 2009, gdy negocjacje stowarzyszeniowe Ukrainy były zakończone. W praktyce sprowadza się to do tego, że gdyby Unia Europejska - mimo konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy - zaprosiła Ukrainę do stowarzyszenia z Unią zarówno prezydent Poroszenko jak i prezydent Unii Europejskiej Donald Tusk musieliby albo pogodzić się z aneksją wschodniej Ukrainy, albo wejść w konflikt terytorialny z Moskwą. To jest wielki sukces dyplomatyczny Putina bo oba te rozwiązania są politycznie nierealne: Poroszonko nie może uznać aneksji terytorialnej, a Europa nie wejdzie w konflikt z Rosją. W efekcie nie ma stowarzyszenia Ukrainy z Unią - przynajmniej formalnie, co jest największym słabym punktem tej koncepcji.

    OdpowiedzUsuń
  17. Poroszenko musi zdecydować o kursie swojej polityki względem Moskwy, ale ma ograniczone możliwości. Wybierając ostry kurs względem Putina zamyka sobie drogę do Unii. Im bardziej ostrzy względem Rosji, tym mniej może uzyskać dla zachodniej Ukrainy, a dla wschodniej nie uzyskuje nic. Z drugiej strony, może próbować obrać kurs łagodny ryzykując wewnętrzne ataki polityczne; łagodny kurs względem Kremla oznacza w praktyce oddanie decydującego głosu w sprawie warunków stowarzyszenia Ukrainy z Unią Putinowi. Warunki te w praktyce będą sprowadzały się do formalnej integracji Ukrainy z Unią i dalszego uzależnienia gospodarczego i politycznego od Moskwy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma tu dobrych rozwiązań. W maju 2017 roku Unia Europejska zniosła wizy dla Ukraińców, co miało zostać odczytane jako poważny gest w stronę integracji. Jest to jednak w dużej mierze gest, który dobrze zabrzmiał propagandowo, choć nie jest bez znaczenia.

    Zastanówmy się, co by było gdyby Poroszenko jednostronnie zrezygnował z pretensji do wschodniej Ukrainy uzyskując zarazem pełną realną zdolność do stowarzyszenia z Unią i zapewnienie o szybkiej pełnej integracji z Unią Europejską. Z perspektywy Putina byłoby to połowiczne zwycięstwo, albo połowiczna porażka (zwycięstwo pyrrusowe). Dziś Putin tryumfuje podwójnie: kontroluje wschodnią Ukrainę i uniemożliwia zachodniej wejście do Unii. Wejście Zachodniej Ukrainy do Unii na warunkach na które nie ma wpływu oznaczałoby porażkę w odniesieniu do obecnej sytuacji. Jednocześnie osłabiałoby realny wpływ Kremla we wschodniej Ukrainie, która mimo swoich bogactw rozwijałaby się wolniej.

    Wydaje mi się, że w tym kierunku to może zmierzać aczkolwiek polska dyplomacja zawsze była nieco nieprzewidywalna i niespójna a nigdy nie była bardziej rozbita niż dziś. Nie odpuszczamy okazji do konfliktu z Unią, z Tuskiem, z Ukrainą...

    Jakby na to nie patrzeć, z nie wiem jak życzliwością dla dobrej zmiany, z nie wiem jak dużą niechęcią do rządów koalicji PO-PiS, wątpię czy znalazłby się dziś gorący sympatyk rządu Szydło, który byłby w stanie logicznie przedstawić w jaki sposób obecne działania realizują założenia polskiej polityki wschodniej nakreślone przecież już przez Józefa Piłsudskiego. Ba!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli chodzi o możliwości działania Poroszenki, to wydaje mi się, że w dyplomacji jakiekolwiek działania jednostronne są nieskuteczne; dopóki nie wywołują reakcji innych stron. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że Poroszenko federalizuje Ukrainę w ten sposób, że uznaje swój faktyczny brak kontroli nad jej wschodnią częścią, co otwiera drogę do integracji z Unią zachodniej części federacji. Unia Europejska i tak domagać się będzie uznania trwałości swoich granic od Putina już w traktacie stowarzyszeniowym. Droga do stowarzyszenia Ukrainy z Unią tak czy siak będzie odbywać się odbywać w relacjach trójstronnych między Unią, Ukrainą i Rosją, a nie w relacjach dwustronnych bez Moskwy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozwijając te teoretyczne rozważania można sobie wyobrazić, że w ramach takich trójstronnych relacji Putin będzie domagać się również "stowarzyszenia Krymu" z Unią na swoich warunkach, a kto wie czy nie nawet "stowarzyszenia Rosji" z Unią przy czym owe stowarzyszenie miałoby charakter niebezpieczny dla samej Unii i warunki dyktowane przez Kreml. Swoją drogą, poznanie tych warunków byłoby dla nas bardzo ciekawe.

    Wydaje mi się jednak, że w obecnej sytuacji możemy bardziej niepokoić się tym, że kierunek polskiej polityki zagranicznej będzie coraz bardziej propagandowo odwoływał się do korzeni koncepcji federalnych Piłsudskiego nie mając z nimi de facto zbyt wiele wspólnego.

    Warto pamiętać, że Lenin, Denikin i Piłsudski, każdy na swój sposób rozumiał, że zbliżenie Rosji z Niemcami staje się realnym zagrożeniem dla Polski, gdy na wschodzie znajduje się jeden silny, scentralizowany ośrodek władzy, który skutecznie wygasił wschodnie konflikty i sprzeczne aspiracje. Demokratyzacja Rosji w latach 90-tych była dla Polski zbawienna, centralizacja władzy przez Putina słusznie nas niepokoi, a ekspansja wpływów Kremla na Ukrainie i w Europie Południowej stanowi dla nas zagrożenie.

    W czasach Piłsudskiego na zachodzie nie było Unii Europejskiej tylko Niemcy. Traktując Unię Europejską jako element polityki niemieckiej zmierzającej do zbliżenia tego kraju z Rosją powracamy do wygodnej i czytelnej dla nas w Polsce koncepcji Piłsudskiego. Mam wrażenie, że wręcz prosimy się aby nas z tej Unii wyrzucić bo wtedy wszystko będzie dla nas jasne i zrozumiałe. Każde zbliżenie Rosji z Unią będziemy mogli tłumaczyć jako pakt Ribbentrop Mołotow a nasze niepowodzenia w niesieniu bezpieczeństwa, wolności i dobrobytu i suwerenności Ukrainie wyjaśniać tym, że Piłsudskiemu też się nie udało. Wymyślimy wówczas jakiś trakt ryski, który da nam stabilność na kolejną dekadę kosztem Ukrainy... Odnoszę wrażenie, że dziś polska dyplomacja w ten sposób odbiera rzeczywistość, co może okazać się samospełniającą się prognozą na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  21. Co ciekawe, Piłsudski - w oczach dzisiejszych epigonów z PiS - był przede wszystkim autorem bitwy warszawskiej w której pokonał bolszewików. Tymczasem koncepcja federalna Piłsudskiego zmierzała do tego, aby na wschód od Polski powstała federacja państw, która zagwarantuje równowagę sił i trwałe bezpieczeństwo naszym wschodnim granicom. Trakt ryski był bardzo trwałym kompromisem z bolszewikami, które obie strony szanowały przez 20 lat: na wschodzie powstała federacja republik, o którą zabiegał Piłsudski, ale była to federacja republik radzieckich kontrolowany przez Lenina a potem Stalina.
    Koncepcja Putina jest identyczna: Ukraina, ale także Polska, Węgry, Grecja czy Cypr mogą być w różnym stopniu formalne suwerenne, pod warunkiem że pozostają pod jakimś wpływem Moskwy.

    Nasza polityka zagraniczna dziś wpisuje się w ten scenariusz ilekroć wyrażamy niechęć wobec wpływu jaki wywiera na nas Unia Europejska. Wydaje mi się, że pokazujemy w ten sposób, że wolimy aby bardziej wpływał na nas Kreml niż Bruksela. Ja już jednak wolę kłócić się o pensje polskich kierowców pracujących w Niemczech, kwoty mleczne, czy cukrowe, dopłaty do ziemi, pieniądze na drogi niż spierać bezsensownie z Putinem o przemysł, paliwo, energię czy prawa człowieka. Dziś spieramy się z Unią o polską konstytucję, trójpodział władzy, niezawisłe sądownictwo... Putin bardzo szybko by te spory o zakres demokracji w Polsce rozwiązał. Naszym zdaniem Unia Europejska i Tusk wtrącają się w wewnętrzne sprawy Polski - cieszmy się, że nie wtrąca się Putin. Jestem przekonany, że polityka nie znosi próżni i Moskwa zajmie pierwsze miejsce w kolejce gdy tylko Bruksela machnie na ten spór ręką a miejsca Tuska zajmie Putin.

    OdpowiedzUsuń
  22. Na Węgrzech, na Bałkanach, na Cyprze, w Grecji, w Turcji - wszędzie gdzie tylko Unia Europejska okazuje ustępliwość miejsce po niej wypełnia Putin. Mamy szczęście, że Unia Europejska jest tego coraz bardziej świadoma, ale my nie mamy jeszcze świadomości konsekwencji odsuwania się od Unii.

    Wszystkim, którzy czuli się w Unii osamotnieni, niedocenieni, niedowartościowani, czy niesprawiedliwie traktowani Putin oferuje marchewkę bądź kija. Marchewka jest trująca, jest złudną obietnicą partnerstwa, które prowadzi do uzależnienia. Kij jest po to, aby skłonić do zjedzenia marchewki. Nasz opór przed kijem i marchewką będzie prowadził do budowania porozumienia Unii i Rosji nad naszymi głowami, na warunkach które będą kompromisem zapewniającym i Unii i Rosji bezpieczeństwo oraz możliwość gospodarczego uzależnienia naszego kraju.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak wspomniałem, nie jestem historykiem - całość tych wywodów to publicystyka, którą staram się zrozumieć historię początków dwudziestolecia międzywojennego, politykę i dyplomację Polski po deklaracji niepodległości. Niektóre sformułowane wyżej myśli ująłbym inaczej.

    Przeczytałem gdzieś, że Piłsudskiego wypuszczono z więzienia w Magdeburgu aby stabilizował rewolucyjne nastroje na obszarze Rzeszy po przegranej wojnie. Sformułowałem wniosek, że widziano go w roli "białego generała w Polsce". Nic jednak nie wskazuje aby ktokolwiek go w tej roli mógł wtedy widzieć, a mój błąd wynika z tego, że sam go w takiej roli chciałem postrzegać i w ten sposób oceniałem jego działania w 1919 roku. Dotarło to do mnie wówczas, gdy trafiłem na informacje o raporcie Ołdakowskiego i analizując skutki traktatu ryskiego.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piłsudski nie był "białym generałem". Całe życie był patriotycznie związanym z krajem socjalistą i rewolucjonistą, który największe zagrożenie widział w białej Rosji. Federalizm był lekarstwem na imperializm a socjalizm receptą na poprawę stosunków społecznych. Traktat ryski był trwałym i faktycznym porozumieniem z bolszewikami, który Piłsudskiemu mógł się podobać. Państwa bałtyckie uzyskały niepodległość, Rosja stała się federacją republik komunistycznych z Ukrainą na czele, na wiele lat zrezygnowała z imperializmu skupiając się na sprawach wewnętrznych.

    Wypuszczenie Piłsudskiego z więzienia rzeczywiście mogło stabilizować nastroje rewolucyjne. Ciekawa jest jednak kwestia okoliczności w jakich przejął kontrolę nad Radą Regencyjną, która następnie szybko rozwiązała się oddając mu pełnię władzy. Może to prowadzić do spiskowych teorii postrzegających go, podobnie jak Lenina, jako element polityki niemieckiej. Piłsudski bez wątpienia nie był człowiekiem, który mógł być sterowany z zewnątrz - kierowały nim bardzo silne impulsy wewnętrzne.

    Piłsudski mógł być przez Niemców oceniany jako silny rywal dla Lenina, którego patriotyczne przywiązanie do Polski oraz obawa przed rosyjskim imperializmem będą osłaniać Niemcy przed ekspansją bolszewickiej rewolucji. Właśnie w tej roli Piłsudski wystąpił: nie tylko zatrzymał pochód bolszewików ale zawarł z nimi trwały pokój gwarantujący na wiele lat niepodległość państw Europy Wschodniej.

    Nie chciałbym aby moje wywody sprowadzać do tego, że zarzuciłem Piłsudskiemu, że nie był białym generałem w Polsce. Piłsudski był biało-czerwonym wodzem.

    OdpowiedzUsuń
  25. W ten sposób wracam do konferencji w Spa z lipca 1920 roku, gdy wojska polskie znajdowały się w odwrocie po zdobyciu przez wojska polskie Kijowa dwa miesiące wcześniej.

    Konferencja w Spa prześladuje mnie od czasu ustnego egzaminu z historii na studiach. Dziś też nie potrafię się z tym tematem uporać.

    Ententa oczekiwała, że cofniemy nasze wojska za linię Curzona a premier Grabski, przenikliwy człowiek, zaakceptował porozumienie, któremu Piłsudski był przeciwny. Grabski został przez Piłsudskiego zdymisjonowany a wojska polskie wycofały się pod Warszawę miesiąc później.

    Co by się wydarzyło, gdybyśmy je uznali, gdyby Grabski nie zostałby zdymisjonowany, jak wyglądałby kompromis z mocarstwami?

    OdpowiedzUsuń