Już jutro napiszę o tym, jak legalnie wyprowadzić miliard złotych z miasta i jeszcze zyskać tym posunięciem ogromną popularność. Komentarz do dzisiejszych doniesień prasowych będzie wprowadzał odpowiednią atmosferę do tej dyskusji
Jaka jest ulubiona dyscyplina sportowa Michała Zaleskiego? Może żużel? Oj, nie. Ulubionym sportem prezydenta jest bezwzględna walka o własny wizerunek.
Prezydent kocha sport, jeśli może pojawić się za publiczne pieniądze na pierwszej (*) stronie biografii znanego sportowca (Pera Jonssona). Zaleski ukazuje sportowe obliczne, gdy jego czteroletni, morderczy trening do kampanii wyborczej wchodzi w fazę decydujących potyczek.
Toruń stał się więc areną bardzo widowiskowej dyscypliny zmagań Zaleskiego z samym sobą. Zaleski walczy ze swym brakiem umiejętności menadżerskich, brakiem zdolności perspektywicznego myślenia, bezmyślnością, odpornością na argumenty, tendencją do działań, które szybko pozwalają mu zwiększyć lub utrzymać popularność oraz niechęcią do podejmowania wysiłku przynoszącego duże korzyści za cenę chwilowej utraty popularności. Aby wygrać zdolny jest posunąć się do kłamstwa i manipulacji, jak w przypadku mostu. Nie gra fair wystawiając do rywalizacji ze swoimi przeciwnikami spółdzielczą orkiestrę z "Teraz most", bo liczy się tylko sukces wizerunkowy.
Nigdy się przesadnie sportem nie interesowałem, jednak wyścig Zaleskiego z Zaleskim ma w sobie coś magicznego. Szymborska lubiła oglądać boks, a mnie podoba się patrzenie jak mistrz drogowej paranoi pokonuje wybitnego twórcę długu publicznego, jak deficyt goni deficyt, a korki na drogach wydłużają się po horyzont. Wciąga mnie przyglądanie się temu jak Zaleski sam siebie wbija w ziemię, jak rozkłada się na łopatki, jak konsekwentnie sam się nokautuje, by za chwilę podnieść się z desek jeszcze silniejszym.


