Zmieniłem bardzo ładne zdjęcie zaczynające poprzedni wpis; na szczęście jego autor okazał wyrozumiałość. Legalna ilustracja emocji w czasie dzisiejszej debaty jest niemniej mroczna

Znalazłem się w sytuacji, w której dalsze angażowanie się w sprawy ważne dla Torunia i poświęcanie czasu na konstruktywną krytykę spółdzielczej wizji inwestycyjnej na tym blogu będzie wyglądało jak wyciąganie pomocnej dłoni w stronę prezydenta Zaleskiego. Publicznie i wprost zakomunikowałem Zaleskiemu i przewodniczącemu Rady Miasta Frąckiewiczowi, że przy tej skali błędów jakie już popełniono na kolejny nas nie stać, a ja się nie spodziewałem, że kiedyś będę przedstawiał im rozwiązania ratujące projekt, który przez te ostatnie lata zwalczałem. Dodałem, że ciężar mostowych zarzutów, o których pan Zaleski wspomniał. a które sformułowałem w skardze do instytucji europejskich jest znaczny a rozwiązanie, o którym mówię mogłoby istotnie je osłabić. Pan Frąckiewicz jednak wie lepiej. Pan Frąckiewicz poczuł się obrażony.
Mogę wydawać się wam teraz zarozumiały, ale mi się ten stan trafia wówczas, gdy ktoś nie słucha, choć wszystko wskazuje, że powinien: nie tylko uprościłby swoją sytuację ale również podważył wywód "wrogów". Myślę, że to niedasiowanie kiedyś się zemści. Że to "nie-bo-nie" powtarzane jest zbyt wiele razy, zbyt rezolutnie.
Proszę mi wybaczyć, ale ja nie będę już więcej umierał starając się przekonywać wszystkich obecnych na sali, że jest jeszcze jedno rozwiązanie drogowe, które może istotnie poprawić tragiczną sytuację z mostem na Wschodniej.
Nie przekonał was Dawidowicz, wcielenie-wszelkiego-zła-hecer, wyciągając do was rękę. Nie przekonał was facet z TUP. Nie przekonał was inż. Milkowski z TUP i SITK.
Wygląda na to, że dopiero życie was przekona.