Most na Waryńskiego

Most na Waryńskiego
Lata 70. Rys. inż. A. Milkowski. Sensowna lokalizacja trasy mostowej (zmieniona przez Zaleskiego)

niedziela, 22 lipca 2012

Klin polityczny

Kilka wniosków nawiązujących do poprzedniego wpisu.

wiki: klin podatkowy

O rozmiarach klina podatkowego w 2012 r. można poczytać tutaj, sięga ok 40%. Wolnorynkowy dogmatyk stwierdziłby, że z każdego wypracowanego przez pracownika 1000 zł państwo zabiera 600 zł a  zostawia mu swobodę w dysponowaniu resztą w wysokości 400 zł. Można to również odwrócić: żeby dostać od pracodawcy do ręki 1000 zł trzeba umieć wyprodukować dla niego towar wart dwa i pół raza więcej, czyli ok 2500 zł. Praca staje się w ten sposób najbardziej opodatkowanym czynnikiem produkcji, jej świadczenie staje się nieopłacalne dla pracownika, a dla pracodawcy korzystne jest zastępowanie jej nisko opodatkowanym kapitałem.

W rzeczywistości jest to jednak o wiele bardziej złożone. Wiele krajów na świecie bardzo dobrze funkcjonuje przy dość wysokich podatkach. Swoboda dysponowania dochodem nie zawsze obraca się na korzyść obywatela: pewne dobra i usługi okazują się tańsze, bezpieczniejsze, mniej ryzykowne, pewniejsze, gdy są świadczone przez sprawnie działające państwo, jak choćby dostęp do opieki medycznej, edukacji czy świadczenia emerytalne. Dopiero gdy przestajemy odczuwać związek między usługami publicznymi a podatkami klin podatkowy podważa zaufanie do polityków a w konsekwencji do zasad ustrojowych wspólnoty obywatelskiej. (Na przykład gdy widzimy jak wszyscy politycy wszystkich partii godzą się aby dodatkowe 300 mln zł przeznaczyć w Toruniu na odrynarny mostowy przekręt, albo kasę wydaną na "tak potrzebne Toruniowi" halę sportową, salę koncertową, stadion żużlowy, itd). Ja na przykład taki brak zaufania odczuwam, gdy ktoś buduje salę koncertową a nie przedszkola i żłobki, ciągle ogranicza środki na ich utrzymanie szkół, zwiększa liczbę uczniów w klasie, itd.

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie Unia Europejska przekazuje nam ogromne środki na koordynację działań na rynku pracy zmierzających do wzrostu zatrudnienia (upraszczając, około 1 miliard złotych w naszym województwie na lata 2007-13). Klin podatkowy jest głównym źródłem bezrobocia, nawet nie trzeba być ekonomistą - wystarczy być obytym politykiem - żeby zdawać sobie z tego sprawę. W jaki sposób wykorzystać środki europejskie aby zmniejszyć bezrobocie?

Najprostsze, co przychodzi do głowy to wykorzystać pieniądze na zasypanie klina po prostu po prostu refundując ze środków europejskich koszty składek i podatków za pracę jakie płaci pracodawca w stosunku do każdego pracownika, który zwiększy stan zatrudnienia wobec średniej w jego przedsiębiorstwie w ciągu minionych kilku lat. Nie podoba mi się jednak związek przyczynowo-skutkowy wynikający z tego rodzaju polityki: zamiast strukturalnych reform, mamy pokrywanie dotacją skutków ich zaniechania.

W poprzednim wpisie pokazałem jak powinna wyglądać polityka wykorzystania środków europejskich na wzrost zatrudnienia. Jest ona zgodna z europejskim prawem a jednak w Polsce dość skutecznie ograniczona instytucjonalnie, politycznie i ustawowo. Różne próby zwiększenia skuteczności interwencji na rynku pracy polegają głównie na mieleniu przepisów, kręceniu się w kółko, zaklinaniu rzeczywistości pobożnymi życzeniami, grożeniu palcem, połajankami. Mam wrażenie, że w kluczowym "ministerstwie pracy" pozytywistyczne postrzeganie świata zderza się z ignorancją ekonomiczną, małe kroczki to dreptanie w miejscu, często cofanie się, a najlepiej wychodzi produkcja bibuły.

Może kilka konkretów. Niedawno prasa informowała o dotkliwych skutkach przykręcenia pieniędzy na staże. Zgoda. Tylko że staże stanowią w zasadzie minimum działań na rynku pracy. 

Staż to minimalna krajowa. Najczęściej pracodawca nic nie płaci za pracownika. Cóż to więc jest za praca? Jest ona najczęściej w ogóle niepotrzebna, pracodawca wyzyskuje pracownika przez  trzy do sześciu miesięcy z zamiarem pozbycia się go natychmiast po zakończeniu umowy. Czym jest staż w urzędzie, skoro wiadomo jak się skończy? Czego nauczy się bezrobotny w urzędzie? Czego uczy minimalna krajowa bezrobotnego? Jakich kompetencje nabywa? Gdzie jest szkolenie? 

Mi się wydaje, że staż kończy się tylko i wyłącznie wpisem do CV. Nic więcej nie daje. Staż nie tworzy trwałego miejsca pracy, więzi pracodawcy z pracownikiem, nie pozwala nabyć kompetencji, nie motywuje do pracy, podważa świadomość i respektowanie praw pracowniczych zarówno u pracownika jak i pracodawcy, nie są z nim związane żadne składki społeczne do ZUS. Najbardziej oklaskiwany instrument interwencji na rynku pracy jest namiastką działania, jakimś wypaczonym przez polskie prawo narzędziem aktywizacji zawodowej.

Co ciekawe, nadal na szeroką skalę stosuje się tzw. prace interwencyjne czy też roboty publiczne. To jest rodzaj podwyższonego zasiłku który trzeba okupić pracą fizyczną. Czy ktoś się spodziewa, że po zastosowaniu takiego narzędzia stworzymy miejsce pracy lub zmotywujemy bezrobotnego do wejścia na rynek pracy? Nikt w Polsce nawet się nad tym nie zastanawia, co daje wyobrażenie o tym jak działają instytucje rynku pracy i ministerstwo, które tworzy prawo na podstawie którego działają...

W poprzednim wpisie pokazałem, jak za pomocą bardzo prostych narzędzi realizować politykę państwa na rynku pracy z wykorzystaniem środków europejskich i prawa europejskiego. Wystarczy tylko spojrzeć na zjawiska zachodzące na tym rynku w sposób ekonomiczny a nie administracyjny czy fiskalny. Z drugiej strony, można całkowicie zlekceważyć ogromne środki na politykę rynku pracy z europejskich funduszy społecznych i próbować wykorzystywać dotacje kapitałowe dla przedsiębiorców aby uzyskać namiastkę polityki gospodarczej o charakterze prozatrudnieniowym. Tylko, że to jest po prostu głupie: olewa się  łatwe pieniędze, proste instrumenty, wypacza wdrażanie środków na inne cele tworząc jakieś skomplikowane wehikuły mające w minimalny sposób zwiększyć zatrudnienie. 

Chciałbym jednak, żeby każdy samorządowiec w Polsce zrozumiał, że może wykorzystać duże środki europejskie i w krótkim czasie za pomocą prostych metod dokonać znacznej, pozytywnej interwencji na rynku pracy, którą przychylnie ocenią zarówno przedsiębiorcy jak i pracownicy. Można dokonywać takich interwencji również ze środków własnych i jest to legalne, banalne i wcale nie takie drogie w porównaniu z kuriozalnymi pomysłami na naprawę świata poprzed dofinansowanie firm budowlanych realizacją infrastrukturalnych pomników swojej głupoty.

Każdy polityk, który twierdzi, że "on nic nie może bo wolny rynek i kryzys" jest po prostu szkodnikiem, którego opinia publiczna powinna krytykować do czasu aż zniknie ze sceny politycznej. 

Może kiedyś dokończę te myśli. Teraz czas na deser, czyli słodkie pismo do GINB.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza