Most na Waryńskiego

Most na Waryńskiego
Lata 70. Rys. inż. A. Milkowski. Sensowna lokalizacja trasy mostowej (zmieniona przez Zaleskiego)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Kursy zawodowe i pauperyzacja funduszy

Wniosek do GINB złożony. W zasadzie są to dwa wnioski. Od siebie dorzuciłem jeszcze skromny upominek w formie załącznika z pismem do innej instytucji, tym razem toruńskiej. Muszę  przyznać, że GINB pisze nadzwyczaj precyzyjnie i elegancko formułuje swoje wnioski na gruncie prawa dochowując terminów. Tym lepiej.

Coś mnie jeszcze tknęło aby powrócić do interwencji na rynku pracy. Zastanawiałem się jaki sens ma organizacja niezliczonej liczby różnorodnych kursów zawodowych dla osób bezrobotnych. Czy te szkolenia mogą zmienić sytuację nierównowagi na rynku pracy przejawiającej się wysokim bezrobociem? Czy pracodawca naprawdę doceni te starania publicznych instytucji rynku pracy zwiększając zatrudnienie?


Przyjmijmy, że koszt porządnego kursu zawodowego wynosi około 2 tys. zł, do tego dochodzi koszt egzaminu i certyfikatu potwierdzającego zdobyte umiejętności. Aktualnie zawodem deficytowym jest spawacz, załóżmy więc, że za 2.5 tys zł brutto od osoby jesteśmy w stanie przeszkolić grupę bezrobotnych w tym zawodzie.

Czy pracodawcę takie koszty kursu odstraszają? VAT za takie szkolenie (o ile jest naliczony, bo w zasadzie chyba nie musi) firma sobie odpisze. Koszt szkolenia netto zostanie wrzucony w koszty uzyskania przychodu. W rzeczywistości koszt przeszkolenia bezrobotnego wyniesie więc raptem około 1.8 tys zł, czyli tyle samo ile wynosi miesięczny koszt pracy zakładając wynagrodzenie minimalne. 

Dla pracodawcy dużo większym obciążeniem jest koszt pracy niż koszt usługi szkoleniowej, którą wykupuje. Po cóż tyle środków przeznaczać na szkolenie bezrobotnych i dlaczego szkolenia te są w 100% pokrywane ze funduszy publicznych? Jeśli szkolenie nic nikogo nie kosztuje, ani bezrobotnego, ani pracodawcę, który potencjalnie miałby takiemu bezrobotnemu zapewnić zatrudnienie, to jak zweryfikować ex ante potrzebę jego organizacji i przydatność takiego szkolenia?

Przypominam sobie jak pracownikom likwidowanej stoczni oferowano kursy fryzjerskie. Koszt takiego kursu jest pewnie niższy niż 2 tys zł. Ale jeśli ktoś założy działalność i zostanie fryzjerem będzie musiał odprowadzać za siebie składki (nawet preferencyjne są obciążeniem) i podatek a także ponosić koszty i ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. W tej sytuacji równiez państwo wychodzi mu z pomocą - organizacją kursu z podstaw przedsiębiorczości... 

Cały czas odnoszę wrażenie, że fundusze pomocowe zamiast łagodzić klin podatkowy i skłaniać pracodawców do zatrudnienia obniżając związane z tym ryzyko przynajmniej w okresie przejściowym wykorzystywane są bez przemyślenia istoty zjawiska, dzielone na coraz mniejsze porcje. Podobno aby efektywnie pomagać trzeba dać komuś wędkę a nie rybę. My wrzucamy wędkę do wody, a gdy ktoś pyta o rybę to wskazujemy najbliższą rzekę i mówimy: spóbuj ją złapać gołymi rękami, a jak się przy okazji utopisz to też nic się nie stanie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza