Most na Waryńskiego

Most na Waryńskiego
Lata 70. Rys. inż. A. Milkowski. Sensowna lokalizacja trasy mostowej (zmieniona przez Zaleskiego)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Reformy ministra Arłukowicza


Medialne poszukiwanie winnych złego stanu służby zdrowia 
obejmuje wszystkich prócz ministra zdrowia.


Mój stosunek do środowiska lekarskiego jest umiarkowanie krytyczny jednak im bardziej Arłukowicz atakuje lekarzy przedstawiając ich jak biznesmenów którzy nie chcą leczyć a zarabiać tym bardziej sympatyzuję z tą częścią środowiska, która stawia opór takiej retoryce. 

Polacy wydają na ochronę zdrowia bardzo dużo, wolą jednak leczyć się sami. Znaczna część czas reklamowego w telewizji to reklamy różnego rodzaju sumplementów diety zawierających magnez (naturalny magnez, łatwo przyswajalny magnez, chelat magnezu) środków medycznych na przeziębienie, katar, niebezpiecznych dla zdrowia środków przeciwbólowych na schorzenia stawów, reumatyzm, ból głowy. 

Tu minister zdrowia nie widzi biznesmenów.




Zdaję sobie sprawę, że ludzie chcą być młodzi, piękni, zdrowi i aktywni seksualnie i produkty w tym segmencie zawsze będą poszukiwane na rynku. Może więc rolą ministra jest rozsądne wykorzystanie także takich oczekiwań klientów w publicznej służbie zdrowia, z pożytkiem dla ludzi i swojego biznesu? Nie wiem. Wydaje mi się jednak, że dla ministra zdrowia i finansów przychody z VAT od reklamy i sprzedaży parafarmaceutyków za którymi stoją koncerny są ważniejsze niż zdrowie ubezpieczonych w NFZ. 

Minister nie widzi biznesu jaki budują w Polsce koncerny farmaceutyczne. Dostrzega pazerność lekarzy. Czyżby minister nie widział reklam lekarstw, środków medycznych i innych gadżetów otrzymywanych od koncernów w gabinetach lekarzy pracujących na kontrakcie z NFZ, a nawet w szpitalach?

Mieliśmy już w Polsce rządy które "walczyły z plagę łapówek przyjmowanych przez lekarzy od pacjentów". Lekarze oskarżani są także o przyjmowanie zakamuflowanych łapówek od przedstawicieli koncernów medycznych. Oskarżamy ich o to, że wykorzystują swoje stanowiska w publicznej służbie zdrowia do prowadzenia prywatnych praktyk. Żona byłego ministra infrastruktury Sławomira Nowaka, która prowadzi prywatną praktykę lekarską "jedzie na stratach" a gdy przychodzi urząd skarbowy na kontrolę to wylicza jej dochód za cały rok na poziomie nieznacznie wyższym od kwoty wolnej od podatku. 

Nic dziwnego, że lekarze z kraju wyjeżdżają. Jednocześnie młodzi ludzie nie garną się do studiowania medycyny a jeśli to robią to wybierają kierunki po których można zarabiać rozsądne pieniądze lub wyjechać zagranicę. 

* * * 

Kierunek obrany przez ministra zdrowia B. Arłukowicza powiększy zapaść w publicznej służbie zdrowia. Nawet jeśli to, co minister myśli i co mówi o lekarzach jest w części prawdziwe, nie może być punktem wyjścia do reformy służby zdrowia. Mam wrażenie, że minister uważa, że służba zdrowia zacznie działać, gdy lekarzy zapędzi się do pracy, pogoni i od czasu do czasu uderzy batem nowej ustawy napisanej dla dobra pacjentów, oskarży o pazerność i przyjmowanie korzyści od koncernów medycznych (czym są jednak dla rządu pieniądze z podatków pośrednich od obrotu parafarmaceutykami?)

Platforma rządzi już dwie kadencje. W publicznej służbie zdrowia przeprowadzono wiele reform, znacznie zwiększono wydatki liczbę etatów w NFZ, zadłużone szpitale wyszły z długów. Najtrudniejsze reformy chyba dopiero przed nami.



13 komentarzy:

  1. Już myślałem, że nie doczekam normalnego komentarza na GW w tej sprawie... tam chyba jakaś agencja PR pracuje.

    Ale udało się

    Przekłamania i oszczerstwa są poważne i poważne jest to o co walczy Porozumienie Zielonogórskie.
    Bardzo poważnym problemem POZ (myślę, ze nie tylko) są starzejący się lekarze. W województwie opolskim średnia wieku lekarza pracującego w POZ przekroczyła 57 lat. Gdyby w tej chwili z systemu odeszli emeryci to system by się zawalił. Młodych kształcących się lekarzy jest niewielu.
    Ja miesięcznie przyjmuję ponad 1200 pacjentów. Średnio 50-70 osób dziennie. Zdarzają się dni gdzie tych pacjentów przyjmuję i 100. Każdego roku dochodzi nowa praca. Część jest widoczna dla wszystkich bo większą część czasu patrzę w monitor i stukam w klawiaturę. Dużej części państwo nie widzicie. Skraca się czas poświęcony na kontakt z pacjentem a wydłuża czas biurokratyczny. Lekarze i tak nie są w stanie prowadzić kartotek w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny dla siebie, bo starają się wypełnić swoje podstawowe zadanie leczenia pacjentów.
    W nowej umowie jest kilka niemożliwych do przyjęcia zadań. Jest ona skierowana przeciwko pacjentom i stawia pacjentów i lekarzy naprzeciwko siebie. Tylko razem jesteśmy w stanie zawalczyć o wspólne dobro.
    Po pobieżnej lekturze nasuwają mi się liczne uwagi. Pierwsza sprawa - pakiet kolejkowy. Wszystkiego nie wiem, ale to do czego doszłam jest bulwersujące. Lekarz endokrynolog jak wszyscy wiedzą leczy najczęściej choroby tarczycy. W nowej umowie to lekarz POZ będzie zobowiązany do leczenia niedoczynności tarczycy. Wszyscy państwo, którzy jesteście pod kontrolą poradni endokrynologicznej, teraz wrócicie do POZ. Lekarz nie będzie mógł państwa skierować do specjalisty. Rozwiązany problem kolejki u endokrynologa? Ma pan minister sukces? Łagodny przerost gruczołu krokowego też w gestii lekarza POZ. Zniknie kolejka do urologa? Takich jednostek chorobowych wrzuconych do POZ jest więcej.
    Na wykonanie tych zadań lekarz POZ nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy, a minister może zaoszczędzić na wykupieniu tych wizyt u specjalistów. Tyle że specjaliści mieli wykupioną konkretną ilość wizyt a my nie mamy limitu. Przyjąć należy wszystkich pacjentów.
    Niestety nie potrafię już w sposób bezpieczny dla pacjentów przyjmować większej ilości ludzi.
    Liczni moi koledzy mają już przyjmowanie na godzinę. Pacjent endokrynologiczny na kontrolnej wizycie będzie musiał zająć 30 minut tak jak u specjalisty. Już ostatnio pojawiły się kłopoty gdzie niegdzie z dostaniem się do lekarza w dniu rejestracji. Niestety teraz obejmie to już wszystkie praktyki.
    Co zrobić z pacjentami potrzebującymi zwolnienie do pracy. Z nagłymi zachorowaniami. Ludźmi z wymiotami, biegunkami, bólami, gorączkami. Nie potrafię w sposób uczciwy w stosunku do pacjenta przyjąć na siebie nieskończonej ilości zadań i przejąć pacjentów moich kolegów specjalistów tylko po to by minister miał wyborczy sukces.
    Kolejna sprawa - umowa. Umowa ma być bezterminowa. Tą umowę może zmieniać aneksem NFZ bez jakiejkolwiek konsultacji. Ja tylko mogę ją wypowiedzieć. Będzie można do POZ wrzucać wszystko co się nie zmieści gdzie indziej. My staniemy się pierwszą twarzą NFZ w opozycji do pacjenta. Sami już niewydolni będziemy tak jak teraz dostawać nowe zadania i nasza niemożność wykonania zadań będzie uderzała w pacjentów.
    Kolejna sprawa - skierowania do okulisty i dermatologa. Okulistycznie leczymy zapalenia spojówek i powtarzamy zalecone przez okulistę leki. Po co wypisywać skierowania do okulisty na dobranie okularów? Ja i tak nie mogę nic w tej dziedzinie zrobić. To jest i Wasz i nasz czas. Żeby pójść z dzieckiem po korektę szkieł będziecie musieli zarejestrować się wpierw do POZ po skierowanie. Kolejny dzień u lekarza w kolejce. Podobnie u dermatologa. Do dermatologa zawsze szło się bez skierowania. Była to najskuteczniejsza metoda wczesnego leczenia chorób wenerycznych. Teraz najpierw do mnie a później dalej.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17214120,Eksperci__Pakiet_onkologiczny_musi_zostac_wdrozony_.html?lokale=torun#BoxWiadTxt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiedzi ministra Arłukowicza na konferencjach to demagogia i polityka a nie wyraz dbałości o kondycję służby zdrowia i zdrowie pacjentów. Każdy może łatwo napisać taką reformę, która przerzuci koszty na kogoś innego i powiedzieć, że to przynosi oszczędności - a gdy trafi na protesty powie, że mamy do czynienia z biznesmenami a nie lekarzami...

      Usuń
  2. Pierwsza lampka ostrzegawcza wobec polityki Arłukowicza zapaliła mi się wtedy, gdy powiedział, że "lekarze z PZ chcą pobierać opłaty za wizyty".

    To jest ich propozycja do reformy służby zdrowia. Jest to postulat od lat wysuwany przez ekspertów. Chodzi o to, aby w ten sposób zmniejszyć kolejki, odsiać ludzi, którzy z dużą częstotliwością pojawiają się u lekarza. Rozsądne wprowadzenie tych opłat (tzn. zwolnienie z ich pobierania ludzi chorych na przewlekłe choroby) jest jedną z propozycji która powinna być rozważona.

    Ale są wybory. I przed wyborami do sejmu i prezydenckimi minister tych opłat na pewno nie wprowadzi.

    Dziś używa argumentu o opłatach przeciw lekarzom. Jutro być może takie opłaty wprowadzi. Jutro, tzn. po wyborach.

    Jednocześnie minister mówi, że Porozumienie Zielonogórskie chciało podpisać kontrakty do wyborów we wrześniu.

    Dla mnie pan Arłukowicz jest bardziej politykiem niż reformatorem. Jako minister zdrowia nie jest wybitny. A wśród polityków PO nie odbiega merytorycznie od średniej, która moim zdaniem jest za niska jak na potrzeby państwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym wydaje mi się, że takie mikro opłaty (2-5 zł) to nie jest wielka uciążliwość dla pacjenta; ubogich można z niej zwolnić. Ale przychód z tych opłat pozwoli sfinansować jakiś wydatek administracyjny.

      To jest oczywiście kwestia oceny, czy to rozwiązanie jest właściwe. Ale Arłukowicz je wyciągnął jak granat, żeby przywalić przeciwnikom. I on chce być partnerem w reformie? On nawet negocjować nie potrafi.

      Usuń
  3. ujawnione stenogramy z negocjacji ministra z PZ pokazują, że lekarze z tego porozumienia podeszli do nich bardzo agresywnie:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17216480,Lekarze_jak_biznesmeni_i_nieudolne_negocjacje_ministra_.html

    Lekarze postawili ministra pod ścianą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tego nie wiedziałem - z ramienia Porozumienia Zielonogórskiego w rozmowach brał udział... były wiceminister zdrowia w latach 2007-2010, Marek Twardowski

      http://www.fakt.pl/Kopacz-stracila-prawa-reke,artykuly,90719,1.html
      http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/el-ministro-opala-sie-za-nasze_141638.html

      Dobre:)))

      Usuń
    2. http://www.pielegniarki.info.pl/article/view/id/3711

      Ja mam również specjalizację lekarza rodzinnego, chociaż pracuję w specjalistyce. Wiem, że praca lekarza rodzinnego jest bardzo trudna i odpowiedzialna. I dobrze, że tyle pieniędzy na ten cel dajecie, ale niech będą zachowane proporcje, dawajcie również na specjalistykę i na lecznictwo szpitalne. Powiem w związku z tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia powinny być nazwane imieniem Marka Twardowskiego. To powinniście napisać na tabliczce – Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia imienia Marka Twardowskiego. Ja bym chciał mieć takiego wiceministra, który tak samo biłby się o specjalistykę, lecznictwo zamknięte, refundację leków, gospodarkę lekami i inne rodzaje świadczeń. Powtarzam, że te pieniądze lekarzom rodzinnym się należą, bo to jest trudna i odpowiedzialna praca, ale zachowujmy proporcje.
      (...)
      A o nadaniu imienia Marka Twardowskiego mówiłem z podziwem i bez żadnych podtekstów, bo uważam –chociaż możemy tutaj polemizować – ma on niewyobrażalnie wysoką skuteczność."
      Słowa te wypowiedział poseł Czesław Hoc podczas obrad sejmowej komisji zdrowia w dniu 27 sierpnia 2009 roku.
      Z materiałów opublikowanych na sejmowych stronach internetowych wybrał
      Mariusz Mielcarek

      Usuń

  4. Te stenogramy są bardzo fajne

    http://www.mz.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0014/27041/Stenogram_negocjacje_2014_12_29_ost.pdf

    Były wiceminister zdrowia, dawniej jego najbardziej zaufany współpracownik, dziś największy wróg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po lekturze tego dokumentu:

      Minister Arłukowicz kilkukrotnie powtarza:

      " Proszę mieć świadomość tego, że ponad już 60% POZ-ów podpisało z nami umowy na warunkach określonych w zarządzeniu prezesa NFZ, które dzisiaj wisi, to jest pierwsza informacja, a druga jest taka, że tego typu zmiana musiałaby być zaakceptowana przez wszystkich."

      Nie tylko ta informacja wskazuje, że minister nie zapraszał na negocjacje tylko oczekiwał akceptacji warunków.

      Trudno by było inaczej biorąc pod uwagę datę spotkania.

      Moja ocena postaci z tych stenogramów:
      - dr Krajewski - może być
      - minister Arłukowicz - pozornie tak, ale to dlatego, że dobrze stworzył pozory otwarcia na negocjacje. Jestem na nie.
      - dr Twardowski - raczej nie.
      - minister Neumann - zdecydowanie nie. Jest taki fragment stenogramu (od strony 21) w którym rozsądny głos anonimowego "przedstawiciela PZ" wskazuje kierunek kompromisowego rozwiązania. Osobą które go uniemożliwiła był pan Neumann. Pan Arłukowicz zresztą też nie przyjąłby tego warunku co źle o nim świadczy.

      Moim zdaniem w sprawach finansowych ministrowie zachowują się demagogicznie. PZ nie chce 2 mld zł. A to, co ministerstwo proponuje to nie jest 1.1 mld. Te kwoty nie są wiarygodne.

      Negocjacje dotyczą kwestii finansowych. To, czy ktoś jest przy okazji lekarzem nie ma znaczenia: w tych negocjacjach występuje jako człowiek odpowiedzialny za swój biznes. Te wycieczki z przysięgą Hipokratesa i odpowiedzialnością są kompletnie nie na miejscu, tym bardziej że propozycji ministerstwa i NFZ też nie można kupować bez sprawdzenia.

      Stawka jednostkowa (kapitacyjna) to jedno, ale jeśli ktoś zamierza usunąć z systemu wiele jednostek to przecież nie gra fair.

      Mówienie, żeby lekarze leczyli "na oświadczenie" to już jest propozycja odlotowa, bardzo celnie wypunktował ją jeden jeden z lekarzy.

      Usuń
  5. Negocjatorzy zrozumieli, że w ich interesie jest zakończyć ten konflikt i dojść do kompromisu.

    Moim zdaniem PZ negocjowało tak twardo - posuwając się do zamknięcia poradni - tylko dlatego, że dr Twardowski z PZ był przez wiele lat wiceministrem zdrowia w koalicji PO+PSL (w latach 2007-2010) a więc wiedział, że tylko w ten sposób można uzyskać od monopolu NFZ coś więcej niż to, co on chce dać.

    OdpowiedzUsuń